Zaginięcie Iwony Wieczorek od szesnastu lat pozostaje jedną z najbardziej tajemniczych i najgłośniejszych spraw kryminalnych w Polsce. Temat wraca regularnie i jest analizowany przez różnych specjalistów. Pojawiają się tezy odnośnie całej sprawy i jej poszczególnych elementów, szczególnie dotyczących nieprawidłowości w prowadzeniu śledztwa. Detektyw Małgorzata Marczulewska mówiła o sprawie w PODCASICE KOZACZKA.
– Przede wszystkim zawiniła rutyna. W Polsce każdego roku zgłaszanych jest około 20 tysięcy zaginięć, dlatego funkcjonariusze mają do czynienia z podobnymi sprawami niemal codziennie. Jednak zaginięcie Iwony Wieczorek od początku miało wyjątkowy charakter i uważam, że podstawowe czynności, takie jak zabezpieczenie monitoringu, powinny zostać wykonane natychmiast. Dlatego zawsze podkreślam, że w przypadku zaginięcia warto jak najszybciej angażować również agencję detektywistyczną. My możemy rzucić wszystko i działać od pierwszych godzin, podczas gdy policja nie zawsze ma takie możliwości. To właśnie pierwsze dni dają największą szansę na zabezpieczenie najważniejszych dowodów. Po kilku miesiącach wiele z nich jest już bezpowrotnie utraconych. Oczywiście później również staramy się pomagać, ale nasze możliwości są wtedy znacznie bardziej ograniczone – mówi detektyw Małgorzata Marczulewska, Averto
Jednym z najbardziej krytykowanych elementów śledztwa było właśnie zbyt późne zabezpieczenie materiałów z kamer monitoringu oraz opóźnienia w wykonywaniu części czynności procesowych. Wielokrotnie pojawiały się również pytania o niespójne relacje znajomych zaginionej oraz o to, czy wszystkie dostępne tropy zostały odpowiednio zweryfikowane. W sprawę Iwony Wieczorek postanowił się włączyć także Krzysztof Rutkowski.
– To, że Krzysztof Rutkowski nagłośnił sprawę i zorganizował konferencję prasową, było bardzo dobrym ruchem. Dzięki temu policja zmobilizowała się do intensywniejszych działań. Później pojawiły się różne problemy, ale samo zainteresowanie mediów miało pozytywny wpływ. Oczywiście oznacza to dla policji dodatkową pracę, bo napływa wiele informacji od ludzi. Jednak nawet jeśli tylko jeden sygnał na kilkadziesiąt okaże się wartościowy, może stać się kluczową wskazówką – mówi Marczulewska.
Sprawa Iwony Wieczorek od lat budzi ogromne emocje. Nikt do tej pory nie był w stanie jednoznacznie wskazać dlaczego właśnie ta sprawa od lat budzi kontrowersje wśród Polaków i jest tak dobrze znana.
– To była niezwykle głośna sprawa. Być może jej fenomen wynika z tego, że zbiegła się w czasie z rozwojem mediów społecznościowych i powszechnym dostępem do internetu. Każdy mógł opublikować własną teorię i ocenę wydarzeń. Niestety pojawiło się też wiele krzywdzących spekulacji dotyczących samej Iwony. Mówiono między innymi, że była prostytutką albo miała sponsora, choć nie było na to żadnych dowodów. Najbardziej współczuję jednak jej mamie, która przez lata musiała mierzyć się nie tylko z zaginięciem córki, ale również z publicznym ocenianiem własnego zachowania. Analizowano, czy płakała, czy się uśmiechała, czy odpowiednio mówiła o córce. Tymczasem każdy człowiek inaczej reaguje na traumę i na podstawie takich zachowań nie można wyciągać żadnych wiarygodnych wniosków – mówi Marczulewska.
Choć od zaginięcia minęło już szesnaście lat, wciąż wiele osób zajmuje stanowisko, że sprawę da się rozwiązać. Niestety, aby do tego doszło sprawca musi popełnić błąd lub dobrowolnie przyznać się do winy.
– Moim zdaniem nadal istnieje realna szansa na rozwiązanie tej sprawy. Pierwszy scenariusz zakłada, że sprawca popełni inne przestępstwo i w pewnym momencie zdecyduje się przyznać również do tego, co wydarzyło się w przypadku Iwony Wieczorek. Druga możliwość to dotarcie do najsłabszego ogniwa wśród osób, które mogą znać prawdę. Przez szesnaście lat ludzie się zmieniają, zmieniają się ich relacje, priorytety i podejście do życia. Czasami właśnie to sprawia, że ktoś decyduje się przerwać milczenie – mówi Marczulewska
Detektyw przyznaje jednak, że sama nie jest pewna, czy podjęłaby się prowadzenia tak wymagającego postępowania.
– Mam jedną zasadę, mianowicie nie przyjmuję spraw, jeśli wiem, że nie mogę poświęcić im stu procent swojego czasu i zaangażowania. Zaginięcie Iwony Wieczorek wymagałoby wielu miesięcy intensywnej pracy, rezygnacji z innych zleceń i ograniczenia czasu dla rodziny. Dlatego nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć, czy byłaby to sprawa dla mojej agencji – podsumowuje Marczulewska.
POSŁUCHAJ: