Żadne zarzuty nie zostały postawione, sekcja zwłok i badania toksykologiczne nic nie wykazały, nie wiadomo dlaczego kobieta w sile wieku zmarła, nie do końca jasne są okoliczności jej zaginięcia i odnalezienia. Od momentu śmierci Magdaleny Matyjki, znanej aktorki, mijają kolejne miesiące, a sprawa nadal nie została wyjaśniona. – To jedna z najbardziej nietypowych spraw ostatnich lat. Zaczynam mieć poważne wątpliwości, co do tego w jakich okolicznościach doszło do śmierci tej kobiety. Jest tutaj za dużo niejasności, same znaki zapytania – mówi detektyw Małgorzata Marczulewska.

Detektyw Małgorzata Marczulewska o sprawie Magdaleny Matyjki mówi jasno: „Zero kropek, zero wykrzykników, same znaki zapytania”. To odniesienie do nowych informacji, jakie w tym tygodniu trafiły do opinii publicznej.

Śledztwo jest w toku, nikt nie usłyszał zarzutów, ale mimo tego, że mijają kolejne miesiące, sprawa nie zbliża się do końca. Nic nie wykazały ani badania toksykologiczne, ani sekcja zwłok.

– To wszystko jest tak nietypowe, enigmatyczne i niespójne – mówi detektyw Małgorzata Marczulewska, zajmująca się od lat m.in. zaginięciami i sprawami kryminalnymi.

– Nie jest możliwe, by kobieta po prostu umarła i nie było przyczyny. Jeżeli ani badania toksykologiczne, ani hisopatologia nic nie wykazują, to tym bardziej czuje się zaniepokojona tym, co mogło się wydarzyć. Mamy tutaj sporo sytuacji, które wymagają wyjaśnienia, choćby fakt, jak to możliwe, że między znalezieniem uderzonego samochodu kobiety, a jej zwłokami minęło tyle czasu. Na pewno należy powołać zespół śledczych, którzy bardziej wnikliwie przyjrzą się sprawie i chronologiczne odtworzą przebieg ostatnich dni, a nie tylko godzin życia tej kobiety – mówi detektyw Małgorzata Marczulewska.

Sprawa jest skomplikowana. 4 marca 2026 r. Magdalena Majtyka opuściła swój dom we Wrocławiu. Wieczorem kontakt z aktorką się urwał. Następnego dnia w rejonie Biskupic Oławskich znaleziono jej zamknięty samochód. Auto miało ślady uderzenia, prawdopodobnie w drzewo. Dodajmy, że auto znalezione został w lesie, a ciało kobiety znaleziono dopiero dwa dni później… kilkaset metrów od auta.

– Na etapie ustalania miejsca, gdzie znajdowało się ciało, doszło do błędów i tego jestem pewna. Jak to możliwe, że trwają poszukiwania, znaleziono auto, a nie znaleziono ciała znajdującego się zaledwie kilkaset metrów dalej. Jako detektyw uważam, że to skandaliczne niedopatrzenie i sytuacja niemal niewiarygodna – mówi Marczulewska.

Jak dodaje detektyw Marczulewska być może nie wiemy wszystkich informacji zgromadzonych w czasie śledztwa.

– Jeżeli służby przez trzy miesiące nie dowiedziały się nic i nie ustalono żadnych okoliczności śmierci tej kobiety, to jestem naprawdę zaskoczona całą sytuacją. Mam nadzieję, że z powodów operacyjnych nie wiemy wszystkiego. Oczywistym jest, że nie możemy przyjąć tezy, że w sumie to „kobieta zmarła i koniec”, bo to niemożliwe – dodaje detektyw.

– Na pewno uważam, że należy analitycznie sprawdzić relacje Magdaleny Matyjki z otoczeniem, z rodziną, z przyjaciółmi, z kolegami z pracy. Jakich miała przyjaciół, jakich miała wrogów, czym zajmowała się poza pracą, czy miała może zbyt nachalnych adoratorów albo stalkerów? Dużo pytań wciąż pozostaje bez odpowiedzi – mówi Małgorzata Marczulewska.