Komentarz detektyw Małgorzaty Marczulewskiej w sprawie morderstwa Izy z Gdyni i schwytania sprawcy mordu i gwałtu po 15 latach.
„Wiedziałem, że po mnie przyjdziecie” miał powiedzieć służbom mężczyzna, który został zatrzymany w związku ze zbrodnią, która miała miejsce w 2011. Sprawca przez 15 lat po brutalnym gwałcie, który zakończył się śmiercią 13-letniej dziewczynki pozostawał nieuchwytny. Czy popełniono wówczas błędy? Dzisiaj nie ma to już większego znaczenia, bo na naszych oczach potwierdzenie znajduje teza, że nie ma spraw nie do rozwiązania, a sprawca prędzej czy później zostanie schwytany – pomoże w tym nauka, genetyka, ale też determinacja ślęczących i detektywów, którzy nie mogą ustawać w poszukiwaniach i weryfikowaniu informacji, które czasem zyskują na znaczeniu z biegiem czasu.
O co jestem pytana najczęściej w kontekście tej szokującej sprawy?
Jak to możliwe, że szczegóły takiej sprawy wyszły na jaw po latach? Czy takich spraw może być jeszcze więcej? Tak. Zawsze powtarzam, że nie ma tajemnicy nie do rozwikłania. Niech to będzie przestroga dla tych, którzy myślą, że ich zbrodnie są na zawsze nie do rozwikłania. Nauka poczyniła tak wielki postęp, że tak naprawdę wszystko jest do ustalenia, choć wymaga to pracy, cierpliwości, pobierania próbek genetycznych i analizy wszystkich kontekstów i relacji. Często o tym zapominamy.
Drugie pytanie: Jak to możliwe, że morderca to normalny człowiek, sąsiad, mąż i ojciec. Mnie jako detektywa to nie dziwi. Nikt nie ma na czole napisane: „sadysta” i „potwór”, a czasem okrucieństwo czyha w ludziach, którzy uśmiechają się do nas i robią wspaniałe wrażenia. Ten człowiek miał w sobie mrok, który istniał niezależnie od tego, jak działał społecznie. Niezwykle interesująca będzie analiza życia tego człowieka. Trudno uwierzyć, że to, co zrobił był tylko jednym epizodem i koniec. Trudno uwierzyć, że dokonał takiego potwornego czynu i nie miało to ciągu dalszego lub chociaż myśli o ciągu dalszym. Myślę, że to jeszcze nie koniec tej sprawy.