7 października 2024 roku Beata Klimek odprowadziła swoje dzieci na przystanek autobusowy. Później wszelki ślad po niej zaginął. Od tamtej pory mijają kolejne miesiące, a sprawa wciąż pozostaje nierozwiązana. O zaginięciu Beaty Klimek, szansach na przełom oraz specyfice prowadzenia spraw osób zaginionych opowiadała detektyw Małgorzata Marczulewska z agencji Averto w podcaście „Rozmowy Wprost”.
– Upływ czasu w sprawach zaginięć działa na niekorzyść. W przypadku tej konkretnej sprawy niestety nie przewiduję pozytywnego scenariusza. Liczę jednak na to, że mimo wszystko poznamy w końcu odpowiedź na pytanie, co się stało. Wykluczam scenariusz sfingowania własnej śmierci. Pani Beata nie miała wystarczających środków finansowych, aby gdzieś zacząć na nowo. Co więcej, z opinii wynika, że była osobą bardzo odpowiedzialną i kochającą swoje dzieci, więc nie porzuciłaby ich w taki sposób – mówi Małgorzata Marczulewska z Averto.
To już druga rocznica zaginięcia Beaty Klimek. Sprawa regularnie powraca do mediów, a wraz z kolejną rocznicą ponownie pojawiają się pytania o to, czy po tak długim czasie możliwe jest jeszcze rozwiązanie zagadki.
– Jeżeli śledczy na początku nie są w stanie ustalić sprawcy, zdarza się, że po latach następuje przełom. Pierwsza sytuacja to znalezienie szczątków i rozwiązanie sprawy, a druga to osoba, która wie, co się stało, i w końcu się przyzna – mówi Marczulewska.
Prowadzenie spraw dotyczących osób zaginionych należy do jednych z najtrudniejszych zadań. Osoba zajmująca się sprawą musi jednocześnie pracować z rodziną znajdującą się w ogromnych emocjach, prowadzić czynności i działać pod presją czasu. Pierwsze godziny i dni mogą mieć szczególne znaczenie dla późniejszego przebiegu poszukiwań. Dlatego niezbędne jest szybkie rozpoczęcie odpowiednich działań. Policja i prywatne agencje detektywistyczne powinny w takich przypadkach współpracować i wzajemnie uzupełniać swoją pracę.
– Sprawy zaginięć są bardzo trudne. Prowadząca je osoba ma styczność z rodziną w emocjach, wieloma pytaniami i presją czasu. Dlatego tak ważne jest, aby od razu rozpocząć odpowiednie czynności. Nie ma znaczenia, czy jest to agencja detektywistyczna, czy policja. Obie te instytucje powinny, niezależnie od sytuacji, współpracować i uzupełniać własne działania, aby zmierzały do rozwiązania sprawy – mówi Marczulewska.
Detektywka zaznacza, że w przypadku sprawy Beaty Klimek może opierać się wyłącznie na informacjach, które pojawiły się w mediach. Z doświadczenia zawodowego wskazuje jednak na problem, który może pojawiać się w wielu sprawach zaginięć – zbyt późne podejmowanie części czynności. Szczególne znaczenie może mieć szybkie zabezpieczenie monitoringu. Nie chodzi wyłącznie o kamery znajdujące się w bezpośrednim miejscu zaginięcia, ale również o nagrania pozwalające odtworzyć potencjalną trasę osoby zaginionej.
– Mogę się opierać wyłącznie na informacjach z mediów. Nigdy nie prowadziłam tej sprawy i nie mogłam przeanalizować dowodów. Z doświadczenia jednak wiem, że w sprawach zaginięć wiele czynności jest podejmowanych zbyt późno. Zakłada się, że ktoś uciekł czy imprezował. Policja często liczy, że sprawa rozwiąże się sama. I wtedy zaniedbywane jest zebranie dowodów, chociażby w postaci zabezpieczenia monitoringu, nie tylko z miejsca zdarzenia, ale również z potencjalnego przebiegu drogi – mówi Małgorzata Marczulewska.
Skala zjawiska pokazuje, jak wiele spraw dotyczących zaginięć jest każdego roku prowadzonych w Polsce. Według statystyk rocznie zgłaszanych jest około 13 tysięcy zaginięć, w tym około 2 tysięcy osób poniżej 18. roku życia. Około 90 proc. osób zostaje odnalezionych w ciągu roku, choć nie zawsze oznacza to szczęśliwe zakończenie.
– Nasza agencja cyklicznie zajmuje się sprawami zaginięć. Patrząc jednak na te statystyki, pamiętajmy, że policja nie dysponuje nieskończonymi zasobami ludzkimi i często nie jest w stanie rzucić wszystkiego i od razu zająć się sprawą. Natomiast detektyw właśnie to robi, czyli skupia się od razu i w całości na odpowiednich czynnościach. Czas jest najważniejszy. Pierwszy etap to dobry wywiad środowiskowy z bliskimi. Zawsze podkreślam, że tutaj potrzebujemy szczerości. Później zabezpieczenie monitoringu i zebranie zeznań świadków, którzy jako ostatni widzieli osobę zaginioną – mówi detektywka.
Dla rodzin osób zaginionych sama akcja poszukiwawcza to dopiero początek wielomiesięcznego, a czasem wieloletniego oczekiwania. Najtrudniejszy może okazać się brak odpowiedzi i niemożność zamknięcia tego rozdziału życia.
– Często powtarzam, że zaginięcie bliskiej osoby jest najtrudniejsze. Nie jesteśmy w stanie zamknąć wtedy tego rozdziału, nie mamy odpowiedzi. To życie w zawieszeniu i z wiecznymi pytaniami: co się z tą osobą stało albo co dzieje się z nią nadal – mówi Marczulewska.
Detektywka podkreśla, że w swojej pracy najczęściej zajmuje się sprawami, w których rodzina zgłasza się do agencji stosunkowo szybko po zaginięciu. W takich przypadkach możliwości działania są zdecydowanie większe, a szanse na odnalezienie osoby mogą być wyższe.
– Jako agencja detektywistyczna najczęściej podejmujemy się spraw, które są świeże, czyli gdy klient zgłasza się do nas w ciągu kilku dni czy tygodni. Wtedy bardzo często jesteśmy w stanie taką zaginioną osobę odnaleźć. Nie jest to 100-procentowa skuteczność, ale zawsze jesteśmy szczerzy z klientami i ostrzegamy, że nie gwarantujemy szczęśliwego zakończenia. Dlatego przy każdej okazji apeluję, aby nie czekać i jak najszybciej zacząć działać, zgłosić się do detektywa i zwiększyć szanse na odnalezienie zaginionej osoby – mówi detektywka.
Sprawa Beaty Klimek pozostaje nierozwiązana. Kolejna rocznica jej zaginięcia ponownie kieruje uwagę na pytanie o to, co wydarzyło się 7 października 2024 roku. Dla jej bliskich najważniejsza pozostaje jednak odpowiedź, na którą czekają już od dwóch lat.
POSŁUCHAJ I PRZECZYTAJ:
https://www.wprost.pl/wideo/rozmowa-wprost/12460158/tajemnica-zaginiecia-beaty-klimek-detektyw-kresli-czarny-scenariusz-to-wykluczam-calkowicie.html
https://www.wprost.pl/kraj/12458214/beata-klimek-zaginela-detektyw-reaguje-mowi-o-czarnym-scenariuszu.html