Być jak Jane Marple… Czyli słów kilka o kobietach detektywach


Jakie są kobiety wykonujące zawód detektywa? Czy w pracy kierują się kobiecą intuicją? Jak wykorzystują stereotypy i… czy to przynosi skutki? O tym i tamtym rozmawiam z panią Detektyw… w godzinach pracy.

Jest 7.00 rano. Dość nietypowa pora jak na wywiad, ale właściwa do tego, by dojechać w umówione miejsce i przygotować się do akcji, którą mamy w planach. O 7.05 wsiadam do małego, nierzucającego się w oczy auta, którym mamy dojechać pod Szczecin do niewielkiej wsi, w której Małgorzata umówiła się z obserwowanym. Przez głowę przelatuje mi, że może być różnie, więc na początek pytam, z kim mamy się spotkać.

– Dziś mam na imię Elżbieta, miło mi (uśmiech). Jedziemy obejrzeć auto i uciąć sobie krótką rozpoznawczą pogawędkę z człowiekiem, którego śledzimy na prośbę teściowej. Jest przekonana, że ma powody do tego, by martwić się o córkę.

Nie dociekam, jakie to powody… nie to jest przedmiotem mojego zainteresowania. Mam niecałe dwie godziny, by dowiedzieć się więcej na temat tego, jak to jest być detektywem na obcasach. Choć może bardziej detektywką?

– Heh, tak naprawdę, w pracy rzadko noszę szpilki. Niewygodnie się w takich przemiesza i zwracają na siebie uwagę, a ja powinnam nie rzucać się nikomu w oczy, być trochę cieniem, trochę zwykłym przechodniem, który jest tam gdzie jest zupełnie jak element tła. Oczywiście zdarzają się sytuacje, w których trzeba się udać na bankiet czy do eleganckiej knajpy, w której jakiś pan spotyka jakąś panią… ale większość czasu – jak widzisz – się spędza w terenie, w aucie, a tu się liczy orientacja, refleks i wygoda.

No tak, ale czy Tobie jako kobiecie nie łatwiej o kamuflaż? Wiesz… farbowanie, makijaż, zmiana stroju i wszystkie te rzeczy, które pokazują na amerykańskich filmach 😉

– Gdyby życie było jak w amerykańskim filmie albo przynajmniej jak w polskim paradokumencie, to pewnie by tak było… z popisami kaskaderów włącznie (śmiech). Natomiast mój „kamuflaż” – jak to nazwałaś – wynika tak naprawdę z samego faktu, że nie jestem facetem. Mało kto by się spodziewał laski, która chodzi na przeszpiegi? To nie pasuje do stereotypu i ten właśnie stereotyp jest moim sprzymierzeńcem.

Ok zatem przejdźmy krok po kroku przez ten stereotyp, bo – jak rozumiem – pod sformułowaniem: „nikt się tego nie spodziewa” kryje się więcej ciekawych spostrzeżeń.

– Owszem. Wyobraź sobie, że śledzę kogoś, kto spodziewa się, że może być obserwowany. Zdarza się, że partnerzy w złości wykrzykują sobie, że naślą detektywa… Gwarantuję ci, że w tej sytuacji większość kobiet i mężczyzn będzie się rozglądać w poszukiwaniu podejrzanych mężczyzn, przechodniów, kierowców… to prosta zasada wykluczająca to, co najmniej prawdopodobne. Dzięki niej ja mogę działać swobodniej, mogę podejść o wiele bliżej, a nawet zaczepić taką osobę – zapytać o drogę, uciąć niezobowiązującą pogawędkę, a nawet umówić się na spotkanie. A teraz wyobraź sobie coś takiego w wykonaniu mężczyzny…

Zresztą kobiety chyba z natury są bardziej gadatliwe, mówią więcej i poruszają bardziej intymne tematy. Rozmawiając z kobietą, nie ma się wrażenia, że cię przesłuchuje… co najwyżej że jest bardzo ciekawska.

– Ja zawsze byłam osobą łatwo nawiązującą kontakty, więc zagadywanie ludzi i rozmowa na każdy temat nie stanowi dla mnie większego problemu. Lata pracy w windykacji nauczyły mnie też, że ludzie bardzo łatwo zdradzają cenne informacje i wcale nie trzeba ich mocno do tego namawiać. Czasami wystarczy okazać sympatię, zainteresowanie lub zauważyć jakieś podobieństwo. Bywa, że sama jestem zaskoczona tym, jak wiele obserwowany czy obserwowana jest mi w stanie powiedzieć i jak rzadko informacje, jakie podaje, okazują się nieszczere po ich zweryfikowaniu.

Otwartość w kontaktach to jak najbardziej, a może nawet flirt?

– Na tego rodzaju metody sobie nie pozwalam względem osób, które obserwuję – niezależnie od tego, z jakiego powodu wykonuję te czynności. Co innego, jeśli w toku działań muszę osiągnąć cel, czyli wejść do klubu z selekcją lub do restauracji z rezerwacją stolików, żeby zrobić zdjęcie… wtedy, nie powiem, zdarza się odgrywać różne role 😉 od lekko wstawionej imprezowiczki, przez nieogarniętą zapominalską, zagubioną istotę poszukującą drogi, aż po zdesperowaną narzeczoną poszukującą zaginionego chłopa.

Dojeżdżamy do celu. Jest czas na to, by przestać mówić i włączyć sprzęt. Małgorzata vel. Elżbieta przez 45 minut ogląda auto z ogłoszenia… Gdy wraca, pytam, czy dowiedziała się tego, czego chciała i czy nie czuje, że to może być niebezpieczne.

– Nie było trudno. Facet miał wiele do powiedzenia i myślę, że na tym zakończą się nasze działania w tej sprawie. Dowiedziałam się wszystkiego, co było przedmiotem zlecenia. Pytasz, czy ryzykuję… ryzyko wpisane jest w tę pracę podobnie jak i w wiele innych zawodów. Nigdy jednak nie pozwalam sobie na brawurę. Jeśli wymaga tego sytuacja, proszę o wsparcie, a przede wszystkim postępuję mądrze… Ty byś to pewnie przypisała kobiecej intuicji… i chyba coś w tym jest. Przyznam nieskromnie, że mam nosa i oby nigdy ten nos mnie nie zawiódł.

z detektyw Małgorzatą Marczulewską rozmawiała J.F.

Być jak Jane Marple… Czyli słów kilka o kobietach detektywach