W październiku detektyw Małgorzata Marczulewska odebrała przynajmniej kilkanaście sygnałów od rodziców, którzy czuli się zagrożeni lub zaniepokojeni sytuacją dzieci w szkole. Obawiali się, że może dojść do „ataków nożowników” lub pisali o tym, że „szkoły ukrywają problemy”. Wiele zapytań ilustrowanych było np. wpisami na Instagramie czy wpisami z forów rodzicielskich, gdzie rodzice w dużej mierze wzajemnie nakręcali swój lęk. – Rodzice martwią się o dzieci, co jest sprawą oczywistą. Bardziej martwi mnie jednak skala dezinformacji w tej sprawie i tego, ja bardzo podatni na nią są ludzie – przyznaje detektyw Małgorzata Marczulewska.
Idą do detektywa i pokazują fejkowe nagrania o „zabieraniu dzieci” i „atakach nożowników”
Detektyw Małgorzata Marczulewska przyznaje, że w ciągu ostatnich tygodni odbierała masowo telefony i wiadomości od zaniepokojonych rodziców, których lęk swoje apogeum przyjął w piątek 9 października.
– To był tzw. „krwawy piątek”, a do mnie dzwoniły zaniepokojone matki proszące o porady czy zabierać dzieci ze szkoły i czy rzeczywiście jest niebezpiecznie. W Polsce zdarzyło się kilka niepokojących sytuacji, ale lawina lęku, jaka została uruchomiona, była w dużej mierze inspirowana przez media, polityków i niestety kłamliwe informacje w social mediach, które niosły się po sieci i rodzicielskich forach lotem błyskawicy – przyznaje detektyw Małgorzata Marczulewska.
Co ważne, ten rodzicielski lęk nie skończył się 9 października, a trwa do dzisiaj. Rodzice piszą do detektyw podając jako przykłady wpisy z social mediów.
– Bardzo niepokoi mnie jak do dezinformacyjnych treści podchodzą rodzice. Była u mnie jedna z matek, która pokazując mi wpisy z TikToka i Instagrama przekonywała mnie, że rządzący chcą zabrać dzieci z polskich szkół i dla ich bezpieczeństwa wywieźć je gdzieś daleko. Pokazywała mi fałszywe artykuły, że w ramach bezpieczeństwa można dzieci zamykać w szkołach czy właśnie przewozić do schronów itp. Informacje były ewidentnymi fejkami, ale ta kobieta nie dała sobie tego wmówić – mówi detektyw.
– Inna matka prosiła mnie o zweryfikowanie tego, czy jeden z uczniów w szkole nie jest potencjalnym nożownikiem. Mówiąc szczerze to nie wiedziałam, jak na to zareagować. Kobieta miała być u dyrektora szkoły, ale ten miał nie podzielić jej lęków, przekonując, że introwertyczny uczeń, nie musi być potencjalnym zagrożeniem. Kobieta więc przyszła do detektywów – mówi Marczulewska.
Detektyw dodaje, że lęk rodziców przenosi się także na uczniów gdy np. są zabierani z lekcji w środku dnia nauki.
Bądźmy ostrożni i uważni, ale też nie wierzmy we wszystko, co przeczytamy
Lęk rodziców o dzieci to naturalna sprawa, ale eksperci przyznają, że skala dezinformacji w temacie domniemanych zagrożeń i ataków na dzieci, skalą przypomina np. pisanie na formach internetowych negatywnych informacji np. o osobach z Ukrainy.
– Jedna z matek wysłała mi informację o tym, że w szkole w Szczecinie był atak nożownika i dzieci były ewakuowane, a jedna osoba jest w ciężkim stanie. Szybko zweryfikowałam informację i okazało się, że nic takiego nie ma miejsca. Gdy powiedziałam o tym kobiecie to ta nie uwierzyła, zarzucając mediom, policji i dyrekcji spisek. Poprosiłam więc, by podała mi dane kobiety, która napisała to na forum rodzicielskim. Szybko okazało się, że „osoba” z forum nie istnieje, a jest po prostu dobrze przygotowanym troll-kontem – mówi detektyw Marczulewska.
– Ostrożność i uważność to ważna sprawa, ale nie możemy popadać w szaleństwo. Wiara w każdy post, każdą wiadomość i każdą plotkę jest tylko generatorem lęku. Radzę, by weryfikować wszystkie podejrzane sygnały, ale do plotek podchodzić rozsądnie – mówi detektyw.
Czy zdarzyły się więc sygnały od rodziców, których weryfikacja okazała się prawidłowa i należało interweniować?
– Prowadzimy w miesiącu czasem nawet kilka spraw związanych np. ze stalkingiem wśród nieletnich, agresją rówieśniczą czy hejtem. Szkoła potrafi mieć swoje ciemne oblicze – dodaje Małgorzata Marczulewska.