Koniec roku szkolnego ujawnia bardzo poważny problem społeczny, którego siła w tym roku wydaje się być większa niż w latach ubiegłych. Do biura detektywistycznego AVERTO trafiły od początku czerwca aż cztery (!) sprawy dotyczące przywłaszczenia pieniędzy ze składek rodzicielskich lub składek związanych z inicjatywami szkolnymi lub przedszkolnymi. – Jestem zaskoczona skalą tematu, ale też tym, że osoby przywłaszczające pieniądze mają zwykle duże poczucie bezkarności – mówi detektyw Małgorzata Marczulewska.

Miały być pieniądze na nagrody dla dzieci i prezent dla nauczyciela, ale „rozpłynęły się”

Skala problemu związanego z przywłaszczaniem środków z komitetów rodzicielskich jest w tym roku zaskakująca – trudno powiedzieć czy to jest efekt większej ilości takich kradzieży czy większej świadomości rodziców, którzy w wielu placówkach zorientowali się, że pieniędzy jest mniej niż powinno być.

Od początku czerwca detektyw Małgorzata Marczulewska zajęła się czterema takimi sprawami, gdy w latach ubiegłych takie zgłoszenia zdarzały się incydentalnie.

– W jednym przypadku okazało się, że kobieta administrująca komitet rodzicielski po prostu przywłaszczyła sobie kwotę, która miała zostać przeznaczona na prezent dla nauczycielki na koniec roku szkolnego, a także na organizację poczęstunku na okoliczność zakończenia ósmych klas. Była to kwota około 15 tysięcy złotych. Kobieta najpierw planowała razem z innymi rodzicami wydarzenie i prezent, a następnie kontakt się urwał i wielokrotne telefony i prośby  nie przynosiły efektu. Okazało się nawet, że problemem było namierzenie miejsca zamieszkania oszustki. Do sprawy włączyli się detektywi i okazało się, że kobieta po prostu wydała pieniądze, które jej się nie należały – mówi Małgorzata Marczulewska.

– W innych przypadkach znikające kwoty zwykle nie przekraczały 5 tysięcy złotych. Rozmawiamy więc o mniejszych pieniądzach, ale takie przywłaszczenia nie powinny mieć miejsca. Jedna z mam została przyłapana na tym, jak podwyższała kwoty usług związanych np. z ubezpieczeniem dzieci czy inicjatywami finansowanymi z komitetu rodzicielskiego, a pieniądze z „nadwyżki” inkasowała. Inna mama oszukała komitet na kwotę kilku tysięcy złotych po rozliczeniu wycieczki na koniec roku, a jeszcze inna również zniknęła z pieniędzmi na nagrody dla dzieci na koniec roku – mówi Małgorzata Marczulewska.

 

Kradzieże pieniędzy nie są zgłaszane?

Detektyw Małgorzata Marczulewska przyznaje, że takie sytuacje ją zaskakują. Rodzice malwersujący środki z komitetów rodzicielskich mają poczucie, że „sytuacja się nie wyda” lub, że krótka złość innych rodziców zostanie szybko zapomniana, bo zaczynają się wakacje i nikomu nie będzie chciało się zgłaszać na policję i chodzić po sądach w takiej sprawie.

– Tutaj mamy do czynienia z pewnym efektem skali, który w przypadku takich sytuacji jest na tyle niewielki, że część rodziców nie chce się męczyć, zgłaszać na policję czy do detektywów takiej kradzieży. To błędne myślenie, które sprawia, że oszust czuje się bezkarny. Każdy rodzic płaci na komitet kwotę około 100-200 złotych na semestr, co daje kwoty na poziomie kilku tysięcy złotych. Jeżeli skarbnik komitetu rodzicielskiego przywłaszcza taką kwotę to jest to dla niego solidny zastrzyk gotówki – mówi detektyw Małgorzata Marczulewska.

– Wyobrażam sobie, że są jakieś sytuacje dramatyczne w życiu, które wodzą nas na pokuszenie i „pożyczamy” pieniądze, które ktoś nam dał pod opiekę, ale bezczelne uciekanie od odpowiedzialności należy po prostu nazwać kradzieżą. Takie sprawy należy zgłaszać na policję i nie pozwalać na to, by oszuści czuli się bezkarni. Faktycznie jest to okradanie dzieci, które np. nie dostaną prezentu na koniec roku czy nauczycieli – dodaje detektyw Marczulewska.