O tych tematach jest głośno w Krakowie i w Szczecinie, ale w ostatnich dniach słyszeliśmy także zgłoszenia z innych miast w Polsce. Nowy sposób rozprowadzania narkotyków jest szalenie prosty i przerażająco łatwo dostępny dla ludzi postronnych. – Myślę, że niektórzy miesiącami nie wiedzieli, że narkotykowe procedery dzieją się pod ich oknami, w parkach, na placach zabaw, a nawet na przystankach komunikacji miejskiej czy na cmentarzach. To jest metoda „na kreta” – mówi detektyw Małgorzata Marczulewska. Na czym ona polega?
„Na kreta” albo „Na wykopki”
W ostatnich dniach pojawiły się doniesienia właśnie z Warszawy, Krakowa i Szczecina. Mieszańców tych miast zaniepokoiły nietypowe sytuacje – postronne osoby pod słoną nocy, a często nawet w ciągu dnia, zakopywały lub odkopywały coś w ziemi. Takie sytuacje miały miejsce np. w parkach, w charakterystycznych miejscach osiedli mieszkalnych albo… na cmentarzach.
– Najgłośniejsza sytuacja którą znam miała miejsce w Szczecinie, gdzie takim narkotykowym „marketplace” stał się jeden z parków, a właściwie skwerów spacerowych na jednej z dzielnic. Mieszańcy pisali na forach o dziwnie zachowujących się ludziach kopiących w ziemi przy znakach drogowych, przy ławkach albo nawet przy… piaskownicach. Policja zajęła się sprawą i okazało się, że w taki sposób zakopywano narkotyki – mówi detektyw Małgorzata Marczulewska.
Taka metoda nazywana jest „na kreta” albo „na wykopki”.
– Jedna osoba zakopuje narkotyki, a druga je odkopuje. Handlowiec i klient umawiają się np. na whatsapp albo na signalu. Miejsce musi nie rzucać się w oczy i być dość charakterystyczne. Handlujący zostawia przesyłkę przysypaną ziemią czy kępką trawy i działa tak, by była ona odebrana możliwie szybko, by nie dopuścić do tego, by zawiniątko trafiło w niepowołane ręce. Najbardziej zaskakujące doniesienia z jakimi się spotkałam to zostawianie pakunków niedaleko Wawelu w Krakowie czy na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie – mówi detektyw Małgorzata Marczulewska.
Niebezpieczeństwo dla przypadkowych osób i zwierząt
Czy taka metoda dystrybucji narkotyków jest nowością? Detektyw Małgorzata Marczulewska mówi, że nie, ale jej popularność rośnie.
– To bardzo niebezpieczne, bo narkotyki są zostawiane czasami kilka centymetrów pod ziemią. Mogą trafić w ręce dzieci, w pyski psów albo zostać gdzieś zdmuchnięte przez np. silniejszy wiatr. Tutaj bardzo ważna jest czujność mieszkańców, którzy powinni rejestrować nietypowe zachowania ludzi na osiedlach czy w miejscach spacerowych. Przykłady? Jak widzimy, że ktoś kopie łyżką w ziemi to jest to podejrzane. Mieszkańcy szczecińskich Pomorzan mówią, że osoby handlujące narkotykami ryli w trawniku jak krety – dodaje detektyw.
– Nie bawmy się jednak w samozwańczych stróżów prawa, bo to też może być niebezpieczne – dodaje ekspertka.
Doniesienia o takich działaniach pojawiają się na forach internetowych w całej Polsce. Działanie mieszkańców, policji i detektywów może graniczyć proceder.
– Miejscówka gdzie pojawia się policja jest spalona, więc rośnie bezpieczeństwo mieszkańców takich okolic – dodaje detektyw Marczulewska.