Polska szeroko komentuje sprawę 37-letniej kobiety, która po kłótni z mężem opuściła jego samochód i bez krótki, ma mrozie, po zmroku próbowała wrócić do domu. Sprawą zajmuje się prokuratura. Wszczęto śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci 37-latki. Na jej ciele nie było śladów obrażeń. Jak to możliwe, że taka sytuacja miała miejsce? W opinii detektyw Marczulewskiej w tym przypadku należy bardzo mocno przeanalizować relacje między małżonkami i wiernie odtworzyć przebieg zdarzenia. – Bywa tak, że nie jesteśmy świadomi jak poważne konsekwencje będą mieć pozornie proste sytuacje – dodaje detektyw.
37-latka na mrozie. „To nie jest efekt premedytacji, a raczej odwrotnego działania”
Małgorzata Marczulewska, prywatny detektyw i windykator, przyznaje, że nie spotkała się jeszcze z taką sprawą, by życie straciła osoba, która w wyniku kłótni opuściła auto i bez kurtki i po zmroku próbowała wrócić do domu.
Śmierć 37-latki może być efektem nieszczęśliwego splotu okoliczności, choć Małgorzata Marczulewska jest ostrzejsza w słowach.
– Jest to skrajna nieodpowiedzialność i brak myślenia o konsekwencjach swoich zachowań. Jak można pozwolić, by kobieta opuściła samochód bez kurtki i w siarczystym mrozie i po zmroku przemierzała pobocze, by wrócić do domu? Jak mocno trzeba się kłócić i jak bardzo trzeba być zaślepionym nerwami, by nie pomyśleć o zwykłym cierpieniu fizycznym jakie pojawia się w takiej sytuacji? – pyta detektyw.
– Wiele wskazuje na to, że ta tragedia jest efektem zwykłej bezmyślności. Mąż nie pomyślał, że kobieta bez kurtki na mrozie i po zmroku może być narażona na śmiertelne niebezpieczeństwo. Ważne są tutaj okoliczności zdarzenia: Czy ona dobrowolnie opuściła auto? Czy miała telefon? Dlaczego nie zabrała kurtki? Jakie były powody konfliktu? Czemu mężczyzna nie wrócił, by jej pomóc? Jakie były dokładnie okoliczności śmierci kobiety? – pyta detektywka. – Sprawa nie jest jednoznaczna. Nie podejmuje się tezy, by było w tej historii działanie z premedytacją. W tym przypadku możemy mieć odwrotność premedytacji, czyli skrajny brak przewidywania konsekwencji – dodaje ekspertka.
Od prostej kłótni do wielkiej tragedii wcale nie jest długa droga
Czego uczy nas historia z Włodawy? Czy ta sytuacja jest jednoznaczna, czy może śledztwo prokuratury może przynieść nowe wnioski? Małgorzata Marczulewska przyznaje, że trudno jeszcze oceniać potencjalne efekty śledztwa, bo sprawa ma wiele znaków zapytania.
– Zaginięcie kobiety zgłosiła jej matka, poszukiwania trwały kilka dni, jest w tym temacie sporo pytań związanych z okolicznościami śmierci kobiety. Wyobrażam sobie, że najbardziej prawdopodobna przyczyna to śmierć z wychłodzenia – mówi detektyw Małgorzata Marczulewska.
– Niech ten temat będzie nauczką dla nas wszystkich. Kłótnie, awantury, mocne wyzwiska, nerwy w czasie których podejmowane są impulsywne decyzje niestety czasami wpływają mocno na nasze zachowania i ich konsekwencje. Wiele razy słyszałam w swojej agencji zdania: „Gdybym miała coś ciężkiego przy sobie to chyba bym w niego rzuciła” albo „nawyzywałem ją tak, że aż mi wstyd, że użyłem takich słów”. To jest ten słynny efekt zdania: „Jak Ci się nie podoba to możesz sobie iść” i czasami ludzie w nerwach wychodzą, a potem może dojść do tragedii – mówi detektyw. Nie pozwalajmy, by nasze emocje pozwalały na sytuacje, których konsekwencje są nie do naprawienia – mówi detektyw.