Mimo upływu czasu od wielkiego finału programu „The Traitors: Zdrajcy” to wciąż jest o nim głośno. Był to emocjonujący sezon, którego zwycięstwo zdrajców było wydarzeniem wyjątkowym w historii programu. Jednym ze zwycięzców była Małgorzata Marczulewska, która zawodowo jest właścicielką firmy windykacyjnej i detektywistycznej Grupy Averto. Pani detektyw nie ukrywała, że od samego początku chciała być zdrajcą i miała swój wielki plan na program.  Zapraszamy do wysłuchania podcastu „Pokój Przesłuchań”.

– Przy premierze pierwszego sezonu programu wiedziałam, że chce wziąć w nim udział i gdy ogłosili casting do drugiego, od razu wysłałam zgłoszenie. Idąc na zamek, nie wiedziałam, jaka przypadnie mi rola, ale miałam na siebie plan, szczególnie w roli zdrajcy i szczerze, gdybym została lojalną, to chyba musiałabym się zastanowić jak to rozegrać. Udział w programie był dla mnie przygodą, ale także niezwykle trudnym przeżyciem pod względem emocjonalnym. Te tygodnie były przytłaczające, bardzo obciążające psychicznie i każdy, kto będzie chciał spróbować wystąpić w kolejnej edycji powinien mieć tą świadomość – mówi Małgorzata Marczulewska.

W drugiej edycji programu wzięło udział 22 uczestników, z czego na początku trójka została wytypowana na zdrajców. Ilość lojalnych w stosunku do zdrajców była wręcz porażająca, a mimo to często pojawiają się opinie, że to rola zdrajcy w programie jest łatwiejsza niż lojalnego.

– Absolutnie nie. Słyszałam kilka takich opinii, ale się z nimi nie zgadzam. Nie wiem, jak to jest być lojalnym, ale mogę porównać kilka aspektów. Jako zdrajcy, jesteśmy ciągle tropieni i musimy odpowiadać po kilkadziesiąt razy dziennie na pytanie czy tym zdrajcą jesteśmy. Utrzymywanie tej gry aktorskiej i wiarygodności na wysokim poziomie samo w sobie jest trudne, a do tego dochodził brak snu i ogólne zmęczenie – mówi Małgorzata Marczulewska.

„The Traitors: Zdrajcy” jest programem wyjątkowo kontrowersyjnym i wymagającym pod kątem zadań, co wymaga kondycji fizycznej i psychicznej. Jak wyglądały przygotowania Małgorzaty Marczulewskiej do castingu i programu?

– W ramach przygotowania do programu oglądałam pierwszą edycję polskiego programu, a także  edycji zagranicznych. W trakcie analizowałam, jakie błędy popełniali zdrajcy i  się tego wystrzegać. Ja dopiero trzeciego, czwartego dnia wiedziałam już jak grać, bo dla mnie kluczem do sukcesu było poznanie innych uczestników, rozpracowania ich charakterów. A poza tym też przygotowywałam się pod względem kondycji fizycznej, a nawet przypominałam sobie różne działania matematyczne, wiedząc, że takie wyzwania mogą się pojawić – mówi Małgorzata Marczulewska.

Codzienna gra na zamku musiała być oparta na planie, aby utrzymywać pozory i nie dać się wykryć. Niosło to za sobą wiele trudności, szczególnie w roli zdrajcy.

– Dla mnie najtrudniejsze było patrzenie na łzy innych uczestników. Stoły potrafiły trwać 5-6 godzin, a w telewizji widzimy tylko 10 minut. Obrady były czasami bardzo ostre emocjonalne, były nawet kłótnie i właśnie dla mnie patrzenie na to cierpienie innych było obciążające. Ale bardzo często, we wszystkich wywiadach powtarzam, że najtrudniejsze było zakończenie gry, bo uważam, że do tego nie da się przygotować – mówi Małgorzata Marczulewska.

Uczestnicy podczas programu spędzają ze sobą ogromną ilość czasu, co naturalnie sprawia, że tworzą się grupy i nawiązują relacje. Poziom emocji, wzajemnego wsparcia i współpracy sprawiły, że wiele z nich ma szansę przetrwać także po programie.

– Relacje w programie nawiązują się o wiele szybciej. Jesteśmy tam ze sobą po kilkanaście godzin na dobę. W przeliczeniu na normalną znajomość może się okazać, że my spędzaliśmy więcej czasu ze sobą w czasie jednego dnia niż inni w ciągu trzech miesięcy. Po drugie trzeba pamiętać, że my jesteśmy tam odcięci od świata zewnętrznego i skupiamy się na danej chwili, analizie i grze. Jesteśmy ciągle z tymi samymi osobami i nawiązujemy relacje. Ja sama nawiązałam kilka wspaniałych przyjaźni, które będą trwać mam nadzieję bardzo długo. Oczywiście były też osoby, które się odcięły, czuły zdradzone i urażone i to też jest normalne – mówi Małgorzata Marczulewska.