Panie, Panowie Redaktorzy – rzucam Wam wyzwanie


W imię dziennikarskiego obiektywizmu i rzetelności przekazywanych informacji… piętnujecie postępowanie nieuczciwych prawników, stawiając za wzór dobrych… ganicie brak kompetencji u nauczycieli, konfrontując ich z wzorowymi pedagogami, potępiacie nieetycznych lekarzy, wskazując ich przeciwieństwa. Dlaczego więc nie dostrzeżecie drugiej strony windykacji?

Nie ma, jak sądzę, w Polsce osoby, która nie słyszałaby z telewizji albo nie przeczytałaby w prasie o jednej, drugiej, trzeciej aferze związanej z „półświatkiem komorników i podejrzanych windykatorów”, którzy podstępnie – słusznie czy też niesłusznie – napadają swoje ofiary, wyłudzając mienie. Prezentowany przez media obraz komornika ogranicza się wprost do tego, co znamy z produkcji Feliksa Falka – robota, który w wyniku patologicznej niemocy odczuwania empatii wykonuje swój zawód z przesadną skrupulatnością, mając za nic dłużnika i dążąc do odzyskania pieniędzy za wszelką cenę. Tylko czy ktoś kiedyś pokusił się o to, by sprawdzić, w jakim stopniu obraz ten odzwierciedla rzeczywistość?

 

Społeczne przyzwolenie na niespłacanie długów

Wykonywanie zawodu windykatora przez wiele lat uczy nie tylko tego, że istnieje w społeczeństwie przyzwolenie na życie na kredyt, ale również na jego niespłacanie, czyli bycie dłużnikiem. To nie przypadek, jak podaje KPF, że „jedna trzecia Polaków jest skłonna usprawiedliwić dłużnika, który przepisuje majątek na rodzinę lub pracuje nielegalnie by uniknąć spłacenia długów, a ponad 20% nie widzi niczego złego w zmianie rachunku bankowego, by unikać płacenia”. W sieci coraz częściej ujawniane są nagrania rozmów z windykatorami, pod którymi szerzy się fala hejtu z groźbami karalnymi wobec nich włącznie. W portalach społecznościowych powstają strony antywindykacyjne, które zdobywają tysiące zwolenników w postaci osób, które kibicują dłużnikom w uchylaniu się od wykonywania postanowień sądów.

Najgłośniej krzyczący mają w głębokim poważaniu to, że jeśli bank przegrywa sprawę z dłużnikiem, jej koszty przekłada na innych klientów w postaci zwiększenia opłat, stóp procentowych itp. Gdyby każdy płacił do banku swoje należności, prowizje za kredyt czy procenty od udzielonych pożyczek byłyby znacznie niższe.

Drogi hejterze z internetu, cieszysz się że Kowalski nie musi płacić swojego kredytu? Nie chcesz, żeby ktokolwiek próbował ten dług odzyskać? Pamiętaj, że i Ty za niego zapłacisz, Twoja żona za niego zapłaci i inni członkowie Twojej rodziny również za to zapłacą.

Niespłacanie długów nie razi, ponieważ nie dostrzegamy bezpośredniego związku z naszą sytuacją finansową. Nie odczuwamy dyskomfortu, ponieważ to nie jest ktoś, kto nagle sprowadził się nam do domu i żyje na nasz koszt, korzystając z uroków nicnierobienia. A jednak to wciąż forma pasożytowania na innych, która – jeśli nie karalna – to powinna być przynajmniej piętnowana w takim samym stopniu jak nieuczciwe odzyskiwanie należności.

 

Wybiórcze spojrzenie na ofiarę

To oczywiste, że w relacji windykator-dłużnik tym formalnie „pokrzywdzonym” jest osoba, która zalega z płatnością. Ale czy na pewno? Czy ten „pokrzywdzony” jest zawsze przemiłą starszą panią, którą ktoś wpędził w tę sytuację? Czy ów „pokrzywdzony” jest ofiarą redukcji etatów, kryzysu, denominacji lub innego kataklizmu? Niestety nie. Nasz „pokrzywdzony” w 90% spraw to osoba, która uważa, że długu nie trzeba oddać. Bo nie ma w tej chwili pieniędzy, bo ważniejsze są inne rzeczy, bo to może poczekać. Wystarczy sprawdzić rejestry lotów, by z łatwością stwierdzić, że duża część dłużników lata przynajmniej raz w roku na zagraniczne wakacje, a zablokowanie im możliwości zakupu biletów z pewnością doprowadziłoby do odzyskania wielu należności.

A więc Panie dziennikarzu, Pani dziennikarko… człowieku z Internetu… jeśli jesteś pożyczkodawcą i uznajesz, że długu nie trzeba oddawać, doskonale! Jako pierwsza stanę do Ciebie w kolejce po pożyczkę. Pożycz mi pieniądze, aparat lub inną rzecz, a ja nie będę musiała Ci tego zwracać… tylko czy nie zechcesz upomnieć się o swoje?

Tak jednostronna i wybiórcza prezentacja pokrzywdzonych – tylko tych pokrzywdzonych dwukrotnie, przez sytuację i przez nieuczciwego windykatora – ma swoje konsekwencje dla pracy wielu tysięcy uczciwych ludzi, którzy działają w granicach prawa i codziennie szukają sposobów, jakimi ułatwić dłużnikowi wyjście z sytuacji, w której się znalazł.

W rozliczeniach między firmami również niezbędna okazuje się praca windykatorów i komorników, bo skala działania nieuczciwych przedsiębiorców jest ogromna. To właśnie przedsiębiorcy-oszuści zaciągają milionowe długi, otwierając lub przejmując setki spółek tylko po to, aby pobrać towar i nie dokonać za niego płatności. Dlaczego nie pisze się o tym, że jedna taka firma pociąga do likwidacji wiele uczciwych firm, które w wyniku braku płatności nie są w stanie dalej prosperować?

 

Jak wyglądałby świat bez windykatorów?

Biorąc pod uwagę poziom nienawiści do zawodu, zdecydowanie większy nawet aniżeli w stosunku do policji, należałoby zlikwidować zawody komorników i windykatorów. Wtedy świat bezsprzecznie stanie się lepszy. W niedługim czasie powrócimy do sytuacji, w której wygrywa silniejszy, bardziej uparty albo jedynie bardziej pewny siebie, przebiegły, sprytny i bezczelny. Swoje problemy będziemy rozwiązywać w samo południe za pomocą coltów, a za pomocą winchesterów będziemy ustalać prawo własności do ziemi.

Chcesz tego? Szanowny Internauto, który uznajesz wndykatora za wroga ludzkości? Który nie masz pojęcia, że są windykatorzy, którym dłużnicy dziękują za ich pracę? Dlaczego o tym nie wiesz? Bo to nieatrakcyjne medialnie?

Może następnym razem, w kontekście rewelacji o windykatorze, który zabrał coś nieswojego lub zachował się nieetycznie, warto pokazać przykłady dobrych praktyk? Może znajdą się jednak osoby, którym ktoś zawdzięcza zrozumienie, wskazanie rozwiązań, rozłożenie płatności na znośne raty lub jej odroczenie… Warto też pomyśleć, że windykator nie reprezentuje siebie i nie przychodzi, bo ma taki kaprys, ale dlatego, że ktoś wziął coś nieswojego i tego nie oddał i powinien ponieść odpowiednie konsekwencje.

Pozdrawiam

Małgorzata Marczulewska

Panie, Panowie Redaktorzy – rzucam Wam wyzwanie

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar