Małżeństwo z Gliwic ponad trzy lata temu kupiło nieruchomość na licytacji komorniczej. Od tego czasu nie są w stanie prowadzić żadnych prac na terenie działki ani nawet na nią wejść, gdyż dom cały czas zamieszkują byli właściciele.

– Od kilku lat powtarzam, że w Polsce własność nie jest chroniona przez prawo i próbuję te przepisy zmienić. W tym konkretnym przypadku w głowie mi się nie mieści, że osoba pełnosprawna mogąca iść do pracy, nie chce tego zrobić i zajmuje sprzedaną już nieruchomość. Tłumaczy się, że jest zastraszana i czeka na lokal socjalny. Uważam, że w tym przypadku absolutnie nie powinno być mowy o mieszkaniu socjalnym. Dzicy lokatorzy to problem, który narasta z roku na rok. W Polsce jest tak, że postępowanie eksmisyjne może trwać nawet osiem lat, a w tym czasie to właściciele muszą nielegalnych lokatorów utrzymywać – mówi detektywka, Małgorzata Marczulewska.

Od dwóch lat trwa postępowanie eksmisyjne, które do tej pory miało już dwa niepowodzenia. Od roku sąd zastanawia się, czy byłemu właścicielowi należy się mieszkanie socjalne.

– Próbowaliśmy nawet innego podejścia. Proponowaliśmy najem. Skoro nie jesteśmy w stanie na tą chwilę skutecznie eksmitować Pana Wojciecha to chcieliśmy, aby chociaż opłacał wszystkie należności za dom na czas postępowania. Bez efektu. Co więcej, prokurator prowadzący sprawę wydał zakaz zbliżania do nieruchomości, a także postawił całej naszej rodzinie różne zarzuty, za które groziło nam od pół do ośmiu lat więzienia – mówi Krystian Palmąka.

Właściciele nieruchomości próbowali podejmować działania na terenie posesji – wyrównywanie terenu, umawianie wizyt ze specjalistami. Reakcją nielegalnych mieszkańców było złożenie zawiadomienia do prokuratury. Pan Wojciech oskarżył ich o uporczywe nękanie jego rodziny. W efekcie prokurator postawił całej rodzinie zarzuty, ale także zastosował środki zapobiegawcze w postaci zakazu zbliżania się do własnej nieruchomości na odległość stu metrów.

– To pierwszy raz w historii mojej kariery, gdy spotykam się z sytuacją, że właściciele, którzy działając i w moim mniemaniu nie przekraczając granic prawa otrzymali zakaz zbliżania się do nieruchomości. Jest tu szereg nieścisłości, które powinny być rozpatrzone po raz kolejny. Prawo nakazuje, aby zapewnić każdemu lokal socjalny i w tym przypadku Państwo zrzuca odpowiedzialność za dzikiego lokatora na właściciela nieruchomości – mówi Małgorzata Marczulewska.

Pan Wojciech był zapraszany do udziału w programie osobiście albo poprzez pełnomocnika. Zgodził się, aby udzielić wywiadu, ale się z tej decyzji wycofał.

– Pan Wojciech uważa, że nie jest dzikim lokatorem i ma prawo zajmować nieruchomość, w której mieszka. Podkreśla także, że wszelkie próby działania ze strony właścicieli to nękanie, a co więcej emisja tego programu również będzie podstawą do kolejnego pozwu – mówi reporterka, Agnieszka Zalewska.

W trakcie postępowania odbyły się dwie próby eksmisji rodziny na dziko zajmujących nieruchomość. W obu przypadkach nie doszły ze skutku ze względów formalno-prawnych. W Polsce postępowanie eksmisyjne jest wieloetapowe i trwa nawet kilka lat.

– Na ponad sto wyprowadzek, którymi się zajmowałam, ani jedna nie dotyczyła osoby chorej czy w ciężkiej sytuacji życiowej. Co więcej, przeważnie są to osoby, które wprost otwierają drzwi i mówią, że prawo im zezwala mieszkać w tym lokal i wyprowadzą się za kilka lat, gdy otrzymają prawomocny wyrok eksmisji. Dzicy lokatorzy to osoby majętne, mające drogie samochody, markowe ciuchy. Mówią wprost, że jak mają żyć na koszt matki to wolą żyć na koszt obcych ludzi. Z roku na rok przybywa spraw z dzikimi lokatorami i dopóki przepisy prawa się nie zmienią, to problem będzie tylko przybierał na sile – mówi Małgorzata Marczulewska.

 

ZOBACZ PROGRAM:

https://panstwowpanstwie.polsatnews.pl/odcinek/trzy-lata-pod-drzwiami-wlasnego-domu-malzenstwo-z-gliwic-walczy-z-dzikimi-lokatorami/